Nasz biwak majowy dobiegł końca. Mieliśmy na nim wiele przygód, więc na pewno będzie on niezapomniany i zdecydowanie inny od naszych innych biwaków... Ale od początku. Tegoroczny biwak zaplanowany był w terminie 29.04 - 3.05.2006, udział w nim wzięły zuchy, harcerze i wędrownicy naszego szczepu - łącznie 58 osób.
Już na parkingu pod Klasztorem przywitał nas deszcz. Jakby tego było mało zamówiony autokar nie przyjechał - firma przewozowa okazała się niekompetentna i wolała wycieczkę do Krakowa... Na szczęście dzięki pomocy rodziców (jeszcze raz dziękujemy p. Derwiszom) udało nam się w miarę szybko zorganizować drugi autokar. Gdy dojechaliśmy na miejsce deszcz ustał, mogliśmy się więc zabierać za rozstawienie namiotów i budowę naszego biwaku. Szybko uporaliśmy się z placem apelowym, dołem na śmieci i przewiezieniem materacy. Po przerwie na obiad ruszyliśmy do zajęć - zuchy rozpoczęły zdobywanie sprawności Robin Hooda, dziewczyny z BT i CT ćwiczyły piosenki na festiwal, chłopcy natomiast grali w piłkę i odbudowywali ławeczkę na Grzybku. Niestety co jakiś czas padał deszcz... wieczorem udaliśmy się na stanicę, aby tam przy cieple kominka usmażyć kiełbaski i zjeść kolację. Kiedy napełniliśmy brzuszki śpiewaliśmy różne piosenki wraz z innymi biwakowiczami z XL Szczepu.
W niedzielę po śniadaniu spotkaliśmy się na wspólnym apelu. Później czekały na nasz kolejne zajęcia programowe - paintball, próby na festiwal, budowa szałasów. Na 14.00 udaliśmy się na mszę do Rączek, a po powrocie zjedliśmy obiad na stanicy. Po LB zuchy integrowały się z zuchami z XV Błękitnego Szczepu, harcerze z BT mieli zajęcia w zastępach - m.in. grę terenową, budowę latawca i malowanie buteleczek. Czarna 13 natomiast pisała matury przygotowane przez Żubry. Po części pisemnej i ustnej nadszedł czas na różne gry i zabawy. Po późnej kolacji komenda szczepu udała się na stanicę, gdzie grę terenową miały zuchy. Udało im się uratować Marion - dziewczynę Robin Hooda - po tym jak została ona otruta przez Złego Rycerza.
W poniedziałek na apelu powitaliśmy nowych gości - członków DziKIego Kręgu Instruktorskiego - Hansa, Gienię i Asię Kinę, oraz Kamę. Podczas gdy drużyny miały zajęcia programowe, wszyscy członkowie kręgu (oprócz przyjezdnych także Bober, Pasik, Raper, Ociepka, Dominika, Kasia P, a później także Prosin i Vampir) przygotowywali grę dla całego szczepu. O mało co planów nie popsuł nam deszcz, na szczęście jednak udało się ją przeprowadzić. I tak pięcioosobowe grupy z zuchami na plecach musiały w jak najszybszym czasie zaliczyć osiem przygotowanych punktów - m.in. turlanie beczki pod górę, toczenie opony, przenoszenie koła, jazda na taczce, strzelanie z paintballu, „donoszenie ciąży". Zabawy było co nie miara, każda drużyna okazała się zgraną ekipą, żaden zuch nie ucierpiał :)
Niestety w trakcie gry strasznie się rozpadało, znów udaliśmy się na kolację na stołówkę. Tam też podjęliśmy bardzo poważną decyzję - o tym aby przenieść się na stanicę i następnego dnia wrócić do domu. Okazało się bowiem, że większość ubrań jest przemoczonych, jeszcze trochę i nasze namioty będą pływać... jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy - ewakuacja z Grzybka zajęła nam ok. 2 godzin. Wróciliśmy na stanicę, ulokowaliśmy się w pokojach, wszystkie mokre rzeczy wywiesiliśmy na sznurkach i szybko usnęliśmy. A 2 maja wyruszyliśmy w drogę powrotną do Radomska - tym razem już bez przygód z autokarem a także przy słonecznej pogodzie...
Jak widać - tegoroczny biwak był całkiem inny niż co roku - nikt bowiem nie pamięta, aby kiedykolwiek wcześniej przez cały majowy weekend padał deszcz... no ale my na pewno będziemy to wspominać jeszcze długo!!
O wrażeniach z biwaku możecie poczytać na naszym forum. Wkrótce też w plikowni będziecie mogli ściągnąć małą muzyczną pamiątkę z tego wyjazdu
|